Stanowisko Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa wobec raportu NIK dotyczącego inwestycji mostowych.
Raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący inwestycji mostowych powinien być potraktowany jako poważne ostrzeżenie przed sposobem, w jaki w Polsce zbyt często prowadzi się inwestycje publiczne. NIK wskazuje na niewykonywanie wymaganych badań, brak odpowiedniego nadzoru inwestorskiego, odbiory prowadzone na podstawie niekompletnej dokumentacji powykonawczej oraz ryzyko przedwczesnej degradacji obiektów i zagrożenia dla bezpieczeństwa użytkowników. W przypadku mostów nie są to uchybienia drugorzędne. Most nie jest zwykłym elementem infrastruktury. To jeden z najbardziej wymagających obiektów inżynierskich, w którym jakość projektu, materiałów, badań, wykonawstwa i nadzoru decyduje bezpośrednio o bezpieczeństwie ludzi oraz o kosztach ponoszonych przez państwo przez kolejne dekady.
Najważniejszy wniosek z raportu jest systemowy: w inwestycjach infrastrukturalnych nie można dłużej udawać, że najtańsza oferta jest ofertą najlepszą. Najniższa cena nie optymalizuje inwestycji. Ona bardzo często jedynie obniża koszt wejścia do projektu, przerzucając prawdziwe koszty na późniejsze etapy: naprawy, remonty, spory, awarie, roszczenia i przedwczesną degradację obiektu. Realna optymalizacja inwestycji dokonuje się nie na poziomie księgowego porównania ofert, ale na poziomie kompetencji inżynierskich. To inżynierowie są w stanie ocenić, czy dokumentacja jest kompletna, czy harmonogram jest wykonalny, czy przyjęta technologia odpowiada warunkom terenowym, czy badania zostały wykonane prawidłowo, czy materiał można dopuścić do wbudowania i czy odbiór robót ma podstawy techniczne, a nie tylko formalne.
Raport NIK bardzo dobrze pokazuje, czym kończy się osłabienie roli tych kompetencji. Wszystkie kontrolowane inwestycje zostały zrealizowane w terminie umownym, ale jednocześnie w siedmiu z ośmiu jednostek nie zapewniono prawidłowego nadzoru inwestorskiego, wykonawczego lub autorskiego, a w sześciu z ośmiu jednostek proces budowlany dokumentowano nierzetelnie. To jest szczególnie ważne, bo pokazuje fałszywy obraz sukcesu. Inwestycja może zostać rozliczona, przecięta wstęgą i formalnie zamknięta w terminie, a mimo to być obarczona poważnymi ryzykami technicznymi. Termin nie może być fetyszem. Termin jest ważny, ale tylko wtedy, gdy nie zastępuje jakości, bezpieczeństwa i odpowiedzialności zawodowej.
Problemem są również sztucznie usztywniane harmonogramy, wynikające często z logiki: „pieniądze trzeba wydać”. Taka logika jest groźna. Wydatkowanie środków publicznych nie jest celem inwestycji. Celem jest trwały, bezpieczny i funkcjonalny obiekt, który będzie służył mieszkańcom przez lata. Jeżeli presja kalendarza prowadzi do ograniczania badań, tolerowania braków dokumentacyjnych, powierzchownego nadzoru albo odbierania robót bez pełnego potwierdzenia jakości, to nie mamy do czynienia z efektywnością. Mamy do czynienia z pozorną sprawnością administracyjną, która może generować realne koszty techniczne, finansowe i społeczne.
Szczególnie niepokojące jest to, że według NIK przy części inwestycji dokumentacja projektowa została odebrana mimo braków, w tym braku elementów wymaganych prawem, umowami albo specyfikacjami technicznymi. Wskazano również przypadki niewykonania badań dotyczących między innymi nawierzchni, stali zbrojeniowej, betonu konstrukcyjnego, fundamentów, podpór, powłok i innych elementów mających zasadnicze znaczenie dla trwałości mostu. To nie są kwestie papierowe. To są dokładnie te obszary, w których kompetencje inżynierskie powinny działać jak mechanizm ochronny dla inwestora publicznego, użytkownika i państwa.
Dlatego dyskusja po raporcie NIK nie powinna ograniczyć się do pytania, kto popełnił błąd i kto nie dopilnował procedury. Trzeba zadać pytanie poważniejsze: czy system zamówień publicznych rzeczywiście premiuje wiedzę, doświadczenie i odpowiedzialność techniczną, czy raczej wymusza zachowania defensywne, w których najważniejsze stają się cena, termin i formalne rozliczenie projektu. W budownictwie nie da się zastąpić kompetencji inżynierskich procedurą przetargową. Procedura może uporządkować proces, ale nie zaprojektuje mostu, nie oceni jakości betonu, nie zweryfikuje pracy zbrojenia, nie rozpozna ryzyka geotechnicznego i nie podejmie odpowiedzialnej decyzji na budowie.
Właśnie dlatego rola inżynierów w inwestycjach publicznych powinna być wzmacniana, a nie sprowadzana do funkcji wykonawców formalnych obowiązków. Inżynier nie jest kosztem inwestycji. Jest jednym z najważniejszych narzędzi jej optymalizacji. Dobrze przygotowany projekt, realny harmonogram, właściwie opisany przedmiot zamówienia, odpowiedni dobór technologii, kontrola jakości materiałów, egzekwowanie badań, rzetelny nadzór i odpowiedzialny odbiór robót pozwalają ograniczać ryzyka, skracać faktyczne opóźnienia, zmniejszać koszty napraw i wydłużać cykl życia obiektu. To jest prawdziwa oszczędność w infrastrukturze.
Wnioski z raportu NIK powinny więc prowadzić do zmiany filozofii prowadzenia inwestycji publicznych. Cena musi pozostać ważnym kryterium, ale nie może dominować nad jakością, bezpieczeństwem i trwałością. Terminy muszą być realne, a nie polityczne, budżetowe albo księgowe. Nadzór inwestorski nie może być fikcją, dokumentacja nie może być formalnością, a badania techniczne nie mogą być traktowane jako koszt, który można ograniczyć, żeby zmieścić się w harmonogramie. W inwestycjach mostowych najtańsze rozwiązanie bardzo często okazuje się najdroższe, tylko rachunek przychodzi kilka lat później.
Najbardziej potrzebna jest dzisiaj zmiana myślenia: inwestycje publiczne powinny być zarządzane przez pryzmat całego cyklu życia obiektu, a nie wyłącznie przez pryzmat ceny przetargowej i daty rozliczenia środków. Tam, gdzie decyzje techniczne podejmowane są z udziałem kompetentnych inżynierów, łatwiej uniknąć błędów projektowych, niepotrzebnych zmian, sporów, wad wykonawczych i kosztownych napraw. Tam, gdzie kompetencje inżynierskie są marginalizowane, państwo zaczyna budować tanio tylko na papierze. W rzeczywistości buduje drożej, gorzej i mniej bezpiecznie.