Są zawody, w których praca staje się rozmową z historią — i właśnie o takiej drodze opowiada ten wywiad. Filip Sebastian Witczak, inżynier budownictwa, który kierował pracami przy tak prestiżowych obiektach jak Pałac I. K. Poznańskiego w Łodzi czy Bazylika Mariacka w Gdańsku, odsłania kulisy świata, w którym nowoczesna technika musi współistnieć z materią sprzed wieków. To opowieść o wyborach zawodowych, odpowiedzialności i uważności, o wyzwaniach, których nie da się przewidzieć na etapie projektu, oraz o momentach, gdy spod warstw tynku wyłaniają się kapsuły czasu — ślady ludzi, którzy budowali przed nami. Rozmowa, która pokazuje, że inżynieria może być nie tylko zawodem, lecz także formą dialogu z przeszłością.
Dlaczego zdecydował się Pan zostać inżynierem budownictwa? Co najbardziej przyciągnęło Pana do tego zawodu?
Decyzja o wyborze studiów i późniejszej drogi zawodowej była w dużej mierze konsekwencją rodzinnej tradycji. Zarówno mój ojciec, jak i brat od lat są związani z branżą budowlaną, dzięki czemu jeszcze przed rozpoczęciem studiów miałem możliwość zapoznania się z realiami tego zawodu. Jako najmłodszy członek rodziny przez lata obserwowałem udział ojca w znaczących inwestycjach infrastrukturalnych, takich jak budowa Elektrowni Jądrowej w Żarnowcu czy Elektrowni Bełchatów. W latach 80. i na początku 90. towarzyszyliśmy mu również w licznych wyjazdach zagranicznych, związanych z realizacją projektów budowlanych w różnych częściach Europy. Dla młodego człowieka były to doświadczenia wyjątkowe i niezwykle inspirujące, które w naturalny sposób ukierunkowały moje dalsze wybory zawodowe.
Inżynier budownictwa nie jest zwykle kojarzony z konserwacją zabytków. Co sprawiło, że właśnie ta specjalizacja stała się Panu najbliższa?
Przełomowym momentem w mojej karierze zawodowej był rok 2010, kiedy jako kierownik robót trafiłem na projekt rewitalizacji dawnego zespołu elektrociepłowni EC-1 w Łodzi. Kompleks obejmował trzy obiekty, z czego dwa były wpisane do rejestru zabytków. Powierzono mi nadzór nad pracami prowadzonymi właśnie na tych historycznych budynkach. Było to moje pierwsze zetknięcie z inwestycją o charakterze konserwatorskim i jednocześnie początek drogi zawodowej, która – jak się później okazało – była tą właściwą.
Nie posiadając wcześniejszego doświadczenia w pracy przy zabytkach, byłem zmuszony intensywnie uczyć się w trakcie realizacji robót, korzystając z wiedzy i praktyki doświadczonych pracowników. Miałem szczęście trafić na bardzo kompetentny zespół specjalizujący się w obiektach zabytkowych. W 2015 roku dołączyłem do tej firmy na stałe i pracuję w niej do dziś.
Na czym polega rola inżyniera budownictwa przy rewitalizacji obiektów zabytkowych i czym różni się ona od pracy przy nowoczesnych inwestycjach?
Zakres podstawowych obowiązków kierownika budowy w sensie formalnym nie różni się zasadniczo od tego, który obowiązuje na innych inwestycjach. W przypadku obiektów zabytkowych dochodzi jednak szereg dodatkowych wymagań i procedur. Kluczowym elementem jest stała współpraca z przedstawicielami Wojewódzkich Urzędów Ochrony Zabytków, obejmująca uzgadnianie technologii robót oraz udział w odbiorach częściowych i końcowych.
Oprócz realizacji projektu budowlanego zgodnie z pozwoleniem na budowę, konieczne jest również bezwzględne przestrzeganie warunków określonych w decyzjach konserwatorskich. Dotyczą one m.in. wykonywania prób technologicznych, doboru kolorystyki elewacji, formy i detalu stolarki otworowej, a także akceptacji materiałów stosowanych do uzupełnień i napraw. W praktyce niemal każdy element widoczny na odrestaurowanym obiekcie zabytkowym podlega uzgodnieniom konserwatorskim.
Szczególnie interesującym obszarem są prace prowadzone we wnętrzach zabytkowych, gdzie mam możliwość nadzorowania robót związanych z konserwacją polichromii, wykonywaniem marmoryzacji, rekonstrukcją i konserwacją elementów drewnianych, realizacją złoceń oraz innych specjalistycznych prac rzadko spotykanych na współczesnych budowach.
Z jakimi wyzwaniami spotyka się Pan najczęściej podczas pracy przy obiektach zabytkowych?
Największe trudności mają charakter techniczno-organizacyjny. Jednym z podstawowych problemów jest dobór odpowiednich materiałów do prac naprawczych. Na rynku nie sposób znaleźć „od ręki” cegłę odpowiadającą tej z XV-wiecznych ruin zamku czy płytki ceramiczne, których produkcję zakończono kilkadziesiąt lub kilkaset lat temu.
W porównaniu z nowoczesnymi inwestycjami proces realizacji bywa często odwrócony – zdarza się wykonywać szyby windowe czy montować dźwigi osobowe w istniejących budynkach, przy maksymalnym ograniczeniu ingerencji w oryginalną substancję obiektu. Prace takie jak podbijanie fundamentów czy wymiana stropów należą do szczególnie skomplikowanych i wymagają stałego nadzoru.
Dodatkowym wyzwaniem jest prowadzenie robót w obiektach, które muszą zachować ciągłość funkcjonowania. W praktyce oznacza to konieczność dostosowywania harmonogramów prac do działalności użytkowników, np. muzeów, instytucji kultury czy uczelni artystycznych, tak aby nie zakłócać ich bieżącego funkcjonowania.
Czy podczas prac zdarzają się odkrycia nieznanych wcześniej elementów lub przedmiotów?
Choć skarbów w dosłownym znaczeniu jeszcze nie odnaleźliśmy, dość często natrafiamy na tzw. kapsuły czasu. Są to listy, drobne przedmioty lub pamiątki pozostawione przez osoby uczestniczące w budowie obiektów wiele lat temu. Niejednokrotnie inwestorzy decydują się na ich wyeksponowanie po zakończeniu prac. Częstym znaleziskiem są również stare gazety, wykorzystywane niegdyś jako uszczelnienie stolarki drzwiowej, a także odciski dłoni pracowników wraz z datami i podpisami.
Jakie uważa Pan za swoje największe osiągnięcia zawodowe?
Trudno wskazać jedno, jednak do najważniejszych należy możliwość kierowania robotami przy tak prestiżowych obiektach, jak Pałac I. K. Poznańskiego w Łodzi, Bazylika Mariacka w Gdańsku, Kościół Ewangelicko-Augsburski Świętej Trójcy w Warszawie, Hotel Europejski w Warszawie oraz zespół elektrociepłowni EC-1 w Łodzi.
Jak jednym zdaniem zachęciłby Pan młodych ludzi do wyboru zawodu inżyniera budownictwa?
Zawsze odpowiadam w ten sam sposób: jeśli nie chcesz przeżyć dwóch identycznych dni w pracy, zostań inżynierem budownictwa.